Wściek, czyli popularnonaukowy  technothriller z blackoutem w tle, ale w gruncie rzeczy bardzo ludzki

utworzone przez | kwi 12, 2024 | Recenzja

Wściek Magdaleny Salik (warto w tym miejscu wspomnieć: autorki, która ma na swoim koncie nagrody im. Zajdla i Żuławskiego) to technothriller z lejtmotywem katastrofy ekologicznej. Do tego nieumiejętność ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, zamęt w dyskursie o zagrożeniach klimatycznych, a do tego rozwój technologii i uzależnienie gospodarki od narzędzi cyfrowych. Wściek ociera się wręcz o reportaż z przyszłości (z delikatnie fantastycznym skrętem, który można potraktować jak metaforę). Wybiega w niedalekie jutro: mamy 2040 rok i na wolność wypuszczane są pierwsze mamuty. Ale, ale… co w tym wszystkim robią włochate trąbowce? Czy to aby nie przesada?

Powieść zachwyciła mnie już na samym wstępie, trafiając w czuły punkt. A są nim właśnie wspomniane mamuty. Notabene pytanie, czy te ssaki powrócą na łono natury wcale nie jest wyssane z palca. I wcale nie są to (tylko) prehistoryczne zwierzęta. Wymarły dopiero 4 tysiące lat temu (oczywiście najprawdopodobniej za sprawą ludzi).

Wróćmy jednak do książki. Są w nich mamuty, co mnie zachwyciło, ale już o tym pisałam. Muszę stwierdzić, że dalej było jeszcze lepiej! Uwielbiam takie miksy. Tu wysoce rozwinięta sztuczna inteligencja, tu ekoterroryści i motyw zabójstwa, a żeby było mało, to jeszcze autorka dorzuciła wątek rozwodzącej się pary. Zakrawa o absurd? Czy można było to wszystko połączyć, żeby było spójnie i wciągająco? Jak jeszcze wpleść trafną diagnozę społeczeństwa?

W gruncie rzeczy wcale nie jest to takie niemożliwe (to znaczy każdy, kto przeczyta tę książkę będzie wiedział, że to jak najbardziej realne, a autorka świetnie wykorzystuje sprzężenia pomiędzy tematami, o czym później). W gruncie rzeczy w takim świecie istniejemy: fizycznym i wirtualnym jednocześnie, zmamuciałym i technologicznym, w którym tłumy w dużej mierze podporządkowane są interesom najbogatszych (chociaż w książce Salik jest ciut inaczej, ale nie będę zdradzała!) – z ostatnią tezą można się zgadzać lub nie, to autorka wykorzystała ten motyw (a wpadła na iście szatański pomysł, jak to zrobić). Swoją drogą nie mamy tutaj reprezentacji biedniejszej części ludzkości. Wszystko jest opisane z perspektywy białej, bogatej i wykształconej elity intelektualnej. A przynajmniej takie są główne postaci: naukowczyni i aktywista, którzy mają pełną świadomość własnego uprzywilejowania (ale jednocześnie latają sobie tu i tam, utyskując na ślad węglowy, piją kawę w Paryżu i… są świadkami morderstwa, są porywani, węszą spisek, a nawet na koniec go odkrywają, być może przypłacając to życiem – ale żeby się akurat tego dowiedzieć, trzeba powieść przeczytać).

Wściek to książka, która udanie łączy wątki sensacyjne i ekologiczne (lub też szerzej: popularnonaukowe) z motywem obyczajowym i love story. Zachwycające jest to, że chociaż można by opisać tę rozwodzącą się parę jako okaz stereotypu o kończącej się miłości, z jej wszystkimi kłótniami i negatywnymi emocjami, to, chociaż faktycznie bohaterowie nawet sami sobie wydają się być w tym banalni, absolutnie nie są tak opisani, a stworzona perspektywa nadaje całości sporej dawki refleksji. Salik temat podjęła absolutnie oryginalnie i wlała w temat dużo świeżości w zużyty temat. 

Odnośnie do refleksyjności Wścieku. Jest tu jej sporo, ale nie można powiedzieć, że jest to książka do dumania w takim sensie, że co chwilę czytelnik będzie podnosił w górę palec i mówił do siebie “niezwykle frapujące spostrzeżenie!” czy też “jakże dobrze ujęta problematyka!”. Nie, w tym celu musi poszukać sobie jakiegoś zbioru cytatu mędrców czy innej księgi. Tutaj mamy do czynienia z niezwykle wciągającą fabułą. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że gdyby główna bohaterka, zamiast wskrzeszaniem mamutów, zajęła się przywróceniem do życia Juliusza Verne’a, to mógłby napisać podobną powieść, uwzględniając oczywiście nie tylko naukowy postęp, jaki się dokonał na przestrzeni tych ponad stu lat, ale też rozwój literatury. 

Żeby nie było, że jest tak idealnie, to troszkę podumam nad pewnym niedostatkiem. Może czegoś nie zauważyłam, ale można odnaleźć kilka nieścisłości albo czegoś na ich kształt. Niemniej można to łatwo wybaczyć, ponieważ zalety tej powieści zdecydowanie górują i tworzą niesamowitą książkę.

Ale wróćmy do wcześniej podjętego wątku: we Wścieku poruszony został temat bezradności społeczeństwa wobec interesów tych, którzy mają lepsze możliwości kształtowania świata według swoich potrzeb. Ale mamy tu też motyw pewnej bierności ludzi we wprowadzaniu niewygodnych zmian. Łączy się to wszystko z tendencją homo sapiens do prokrastynacji, gdy chodzi o działania na rzecz lepszej perspektywy w przyszłości. Magdalena Salik diagnozuje wiele takich typowo ludzkich i kulturowych tematów, wykorzystując je do tworzenia niezwykle barwnej i wieloaspektowej fabuły. Dzięki temu niesie się w sobie echo Wścieku i książka odzywa się co jakiś czas, gdy spotykamy się w realnym świecie z podobnym działaniem. Najciekawsze w tym jest to, że te celne spostrzeżenia o nas (jednostkowo i wspólnotowo) autorka wykorzystuje do tworzenia napięcia i posuwania fabuły naprzód. Dodatkowo dzięki temu widzimy też skutek tych działań społecznych nie w formie idei, a (częściowo nawet nie tak bardzo) potencjalnych zdarzeń. 

Nic dziwnego, że wydawnictwo opisało tę książkę jako thriller połączony z przejmującą diagnozą społeczną. Wściek po prostu taki jest. Gorąco polecam ze względu na złożone tło popularnonaukowe, pisarski talent autorki oraz jej świetną znajomość ludzkiej duszy.

Wydawnictwu serdecznie dziękujemy za przesłanie egzemplarzy recenzenckiego, dzięki czemu mieliśmy przyjemność przeczytania tego tytułu ❤️

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Share This