#retrospekcje: Henry Miller i Zwrotnik raka

utworzone przez | kw. 6, 2022 | Premiery z lamusa, Spiżarnia mola

Dzisiaj piszemy o książce (gorszącej!), która krąży w głowie nawet lata po jej przeczytaniu. Chociaż nie jest to książka dla każdego, to na pewno odbiła się szerokim echem i nadal przyciąga rzesze czytelników. Znajomość twórczości autora widać w książkach Michela Houellebecqa czy Charlesa Bukowskiego. O samym pisarzu powstał nawet film, który można obejrzeć na Netfliksie: (Henry Miller. Prophet of desire).

Pierwsze zdanie: Mieszkam w Villa Borghese.

Zwrotnik raka, Henry Miller

Mowa będzie oczywiście o Zwrotniku raka. To debiut Henry’ego Millera, który spotkał się z  zachwytem Ezry Pounda czy T.S. Eliota. Z drugiej strony jej przewóz do Stanów Zjednoczonych był zakazany. Co takiego jest w Zwrotniku raka i w ogóle w twórczości amerykańskiego pisarza, że wywołuje tak skrajne emocje?

Jego opowieści są pełne przemocy, przekleństw, głodu, seksu, otaczającego brudu oraz braku perspektyw. Mimo bardzo naturalistycznego podejścia do świata, autorowi udaje się też wychwycić pewne drobne atomy dobra oraz nadziei. Są niestety mało widoczne poprzez wszechobecność otaczającego zła oraz niesprawiedliwość. Książka jest quasi-autobiograficzna, ponieważ Miller opisał swoją emigrację na początku lat trzydziestych do Paryża. Podróż miała jeden cel: zostać sławnym pisarzem. Rzeczywistość zweryfikowała plany jego plany i jego kolegów. Książka doskonale pokazuje także realia życia w wielkiej metropolii podczas szalejącego kryzysu z 1929 roku. Sam autor swoją powieść uważał za celową zniewagę fundamentalnych wartości, takich jak sztuka, bóg, człowieczeństwo czy piękno.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.