Czy androidy śnią o elektrycznych owcach Philipa K. Dicka jest uważana obecnie za kanon literatury science-fiction. W książce autor zadaje sobie pytanie na temat tego, co odróżnia człowieka od maszyny. Niewątpliwie na popularność książki miała wpływ filmowa adaptacja pod tytułem Blade Runner w reżyserii Ridleya Scotta. Adaptacja ta przez wielu krytyków jest uważana za jeden z najlepszych filmów w dziejach. Zachwyca swoich rozmachem, wizualiami oraz syntetyczną muzyką Vangelisa była, jest i będzie inspiracją dla wielu pokoleń twórców próbujących swoich sił w gatunki science-fiction. Nie dziwię się, że na kanwie tak bogatego uniwersum amerykańskie wydawnictwo Titan Comics próbuje swoich sił, by rozbudować i przybliżyć świat Blade Runnera w komiksowym wydaniu. W Polsce odpowiada za to Story House Egmont i niedawno pojawił się kolejny tytu: Czarny Lotos. Czy jest to dzieło dorównujące pierwowzorowi? Zapraszamy do recenzji!
Replikantka Elle, zwana także Czarnym Lotosem, ucieka od swojego stwórcy Niandera Wallace’a. Kieruje się w stronę pustyni okalającej miasto Los Angeles. Całkowitym przypadkiem natrafia na osadę, która mierzy się z własnymi problemami. Angażuje się w życie miejscowych mieszkańców, jednocześnie popychając ich w konflikt ze swoim stwórcą.
To, co mogę stwierdzić na początku, to to, że komiks Nancy Collins na pewno nie dorównuje pierwowzorowi. Jest to praktycznie awykonalne, aby dorównać Dickowi czy Scottowi, ale utalentowanym twórcom (patrz Denis Villeneuve) ta sztuka może się udać. Niestety scenarzystka się nie spisała.
Na samym początku miałem ogromny problem, aby wejść w świat przedstawiony. Jesteśmy wrzuceni w sam środek fabuły. Nie wiemy kto, kogo, dlaczego ani po co. Po prostu czytaj odbiorco dalej, fabuła na pewno się rozwinie. Spoiler alert – nie, nie rozwinie się. Ale wróćmy do początku historii. Nie wiemy, kim jest nasza główna postać ani jakie są jej motywacje. Czytając pierwszą część odniosłem wrażenie, że zabrakło jednego czy dwóch zeszytów wprowadzających i przez przypadek komiks rozpoczyna się od środkowego. I to uczucie nie minęło do końca lektury komiksu.
Głównym problemem dzieła Collins jest sztampowość oraz schematyczność. Nie ma tutaj ani grama inwencji twórczej. Wszystko jest praktycznie od jeden sztancy. Bohaterowie nie mają charakteru. Są pustymi skorupami bez niczego, co mogłoby sprawić, abyśmy z minimalnym zaangażowaniem śledzili fabułę. A ta jest miałka oraz strasznie nijaka. Od samego początku wiemy, w jakim kierunku wszystko pójdzie i co wydarzy się na samym końcu historii. Z tak nudną fabułą miałem ostatni raz do czynienia przy Flashu. Najszybszym Człowieku na Ziemi będącym wprowadzeniem do filmu pod tym samym tytułem.
Ale to nie wszystkie mankamenty, które są widoczne w Czarnym Lotosie. Co jest pierwszym skojarzeniem przeciętnego odbiorcy popkultury, kiedy zapytamy go, z czym kojarzy mu się Blade Runner? Pierwsze odpowiedzi to na pewno androidy oraz duszny, futurystyczno-cyberpunkowy świat przedstawiony. Akcja komiksu w większości dzieje się na pustyni, gdzie nie ma ani grama cyberpunku czy futurystycznej technologii rodem z filmu. Cały klimat uniwersum został zarżnięty tym, że scenarzystka postanowiła napisać swoją historię i większość akcji osadzić na pustyni. Owszej, jest to jej święte prawo, by przetwarzać i adaptować rzeczy na swoją własną, autorską modłę. Ale w tym świecie nia ma żadnego elementu, który by go wyróżniał. Gdyby nie napis Blade Runner na stronie tytułowej mógłbym pomyśleć, że akcja dzieje się w jakimś świecie wykreowanym przez przeciętnego dwunastolatka. A pewnie bardziej rozgarnięte dziecko w tym wieku mogłoby stworzyć o wiele lepszy świat przedstawiony, który uchwyciłby ducha uniwersum.
Nie lepiej prezentuje się warstwa wizualna tegoż dziełka. Zacznę omówienie od rzeczy, której nigdy nie poruszam w swoich recenzjach – od okładki. Widzimy tutaj ładną dziewczynę z kataną na tle mrocznego miasta. Już sama okładka komiksu obiecuje coś, czego nie doświadczymy w środku i wprowadza czytelnika w kardynalny błąd. Za rysunki w tej serii odpowiada Enid Balam. I niezbyt dobrze wywiązał się z tej roboty. Podczas czytania miałem wrażenie, że jest to pierwszy szkic koncepcyjny. Twarz głównej bohaterki co chwila się zmienia. Postaci są czasem pokazywane w dziwnych pozach. Sceny akcji są chaotyczne i bez polotu.Ogólnie rzecz ujmując: jest bardzo nieciekawie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak historię w uniwersum Blade Runnera można koncertowo spartolić. W tym tomie nie ma ani jednej rzeczy, którą mógłbym ocenić na co najmniej średnią.
Wydawnictwu serdecznie dziękujemy za przesłanie egzemplarzy recenzenckiego, dzięki czemu mieliśmy przyjemność przeczytania tego tytułu ❤️


0 komentarzy