Jeremy Adams kończy swój run z Flashem. Poprzednie tomy trzymały równy, wysoki poziom. Nie były to rzeczy genialne czy definiujące na nowo gatunek, lecz bardzo solidne opowiastki kładące nacisk na relacje rodzinne oraz dynamiczna akcję. Z dużym kredytem zaufania sięgnąłem po finalny tom. I jak wyszło? Zapraszamy do recenzji!
Ziemię atakują obcy posiadający kontrolę Mocy Prędkości. Dzięki temu mogą podbijać całe światy w mniej niż minutę. Tylko Wally West i jego przyjaciele mogą stanąć przeciwko nim!
Zawiodłem się. Nie tego się spodziewałem po finale tak dobrze prowadzonej serii. Kiedy wydawnictwo ogłosiło, że zbliżamy się do końca runu Adamsa byłem podekscytowany i nie mogłem się doczekać momenty, gdy komiks wpadnie w moje ręce. Kiedy przeczytałem blurba, byłem mocno sceptyczny odnośnie do pomysłu na finałową historię. Kolejna inwazja obcych i kolejna próba ratowania planety z opresji? Czytaliśmy to milion razy w milionie innych komiksów. Lecz od czasu do czasu trafiła się jakaś perełka, która nie była sztampowa. Niestety, to nie jest ten przypadek. To kolejna generyczna i od linijki odmierzona historia, gdzie superbohaterowie walczą z obcymi z kosmosu. Jest to strasznie nienatchniona historia i jestem szczerze zawiedziony, że Adams pozwolił sobie na coś takiego. W poprzednim tomach, a w szczególności w drugim, w historii o Doktorze Fat scenarzysta był niezwykle kreatywny, bawiąc się formą oraz treścią. A tutaj jedna wielka miałkość. Nie jest to zła historia. Jest co najwyżej średnia, ale nie tego się spodziewałem po Adamsie. Wielka szkoda.
Na plus na pewno mogę zaliczyć finałowy, 800 numer Flasha, będący swoistą laurką dla Wally’ego Westa. Autor pokazuje esencję tej inkarnacji Szkarłatnego Sprintera. To bardzo udany, ciepły i napawający optymizmem zeszycik. Szkoda, że całość tomu nie jest aż tak udana.
Kolejnym plusem jest warstwa wizualna. Tym razem również mamy do czynienia z całą gamą artystów. Każdy z nich coś od siebie dodaje.Trzymają stosunkowo równy, wysoki poziom całości. Na szczególną uwagę zasługują sceny akcji, zrealizowane niezwykle dynamicznie, jak przystało na Flasha.
Flash: Jednominutowa wojna jest stosunkowo słabym finałem serii o przygodach Wally’ego Westa. Spodziewałem się bardziej natchnionej i oryginalnej opowieści, tymczasem jest to klasyczny motyw inwazji obcych. Nie jest to zły tom. Po prostu poziomem odstaje od poprzednich części historii.
Wydawnictwu serdecznie dziękujemy za przesłanie egzemplarzy recenzenckiego, dzięki czemu mieliśmy przyjemność przeczytania tego tytułu ❤️


0 komentarzy