Grzebielec, czyli daj się wciągnąć (ale nie pod ziemię) [RECENZJA PATRONACKA]
Grzebielec Fredrika P. Wintera to thriller psychologiczny o seryjnym mordercy. W Göteborgu w nocy z 5 na 6 listopada co roku ginie jedna osoba. Ich ciał nigdy nie odnaleziono. Każda ofiara zostaje wciągnięta do tunelu, który został wykopany pod jej domem, a następnie przysypany, uniemożliwiając zejście.
Policyjny duet musi zmierzyć się ze sporą dawką wiedzy historycznej (średniowiecze i schyłek PRL) oraz brakiem nadziei na nowe twarde dowody. To, co miało zostać zadeptane, już dawno nie istnieje, chyba że… nasi obrońcy sprawiedliwości nie tracą nadziei, że jednak coś znajdą i będą mogli zamknąć sprawę.
Chociaż poznali się tuż przed wyjazdem, dość szybko odnajdują wspólny język. A ten jest ostry jak brzytwa i niejeden raz czytelnik wybuchnie śmiechem. Sporo tu nie tylko ciętych ripost, jawnego robienia sobie żartów z innych ludzi, obrywa się nawet autorowi, czytelnikom i bohaterom. Przyjemnie zaskakujące są wspomniane wyżej heheszki – autor odwrócił role i nie dotyczą one kobiet, lecz mężczyzn, którzy puszczają żarty z wąsem z płci przeciwnej. Miła odmiana! Nie jest to świat w krzywym zwierciadle, lecz po prostu odmienność charakteru postaci – jest to swego rodzaju świeżość w powieściach kryminalnych, w których wszyscy raczej są bardzo poważni albo mierzą się z problemami. Tutaj oczywiście prywaty też nie brakuje, jednak autor nie dokonuje wewnętrznej wiwisekcji bohaterów. Raczej ma się wrażenie, jakby dano nam szansę zaprzyjaźnienia się z nimi i ich prywatne życie jest nam dawkowane z szacunkiem. Wyszło to bardzo naturalnie.
Samo poczucie humoru sympatycznych bohaterów i narratora to nie wszystko, co książka ma do zaoferowania. Fabuła jest nader zgrabna i wciągająca. Tak jak styl pisarza, ma do zaoferowania coś ponad standardy. Pomimo wątku historycznego nie mamy tu do czynienia z naśladowaniem Dana Browna i stawiania na sensacje (chociaż postaci, które są naukowcami w książce z pewnością będą odkrycia policjantów traktować jako jedno z najciekawszych wydarzeń w ich życiu). Mamy za to wielowątkową, skrzętnie zaprojektowaną zagadkę detektywistyczną. Odkrywane jedne po drugim tropy prowadzą czytelnika i naszych pracowników Biura Kryminalnego wprost w objęcia morderczych rąk. Akcja nabiera tempa niczym kula śniegowa, nie ma problemu, żeby się połapać, nie ma też dłużyzn.
Krew pod kamieniem to książka wciągająca i odprężająca jednocześnie. Śmiało mogę się pokusić o stwierdzenie, że to najciekawszy debiut tego roku. Idealna, aby zachęcić ludzi do czytania i świetnie się sprawdzi pod choinkę! Trzymamy kciuki za kolejne książki.
Wydawnictwu serdecznie dziękujemy za przesłanie egzemplarza recenzenckiego, dzięki czemu mieliśmy przyjemność przeczytania tego tytułu ❤️


0 komentarzy